Przed czwartkową bitwą (tudzież drugim ćwierćfinałem) miałem pewne obawy co do stylu, który zostanie "podany na tacy". Jak już wiele osób wie, za amerykanizowaniem większości gatunków nie stoję, a więc i do tej bitwy podchodziłem z dużą dozą dystansu, ale i również niepokoju. Dzikie drożdże często żyją swoim życiem i nie są łatwe do okiełznania dla nawet i doświadczonego piwowara. Ale po kolei.