W ostatni weekend lipca, na piwnej mapie Polski miało miejsce pewne wydarzenie, które doprowadziło śląsko-zagłębiowskich fanów dobrego piwa do gwałtownych skoków ciśnienia, nie tylko z uwagi na aurę za oknem. Kiedy tylko gliwicki wielokran Dobry Zbeer ogłosił imprezę urodzinową, nie planowałem wizyty w mieście oddalonym o jakieś 30 kilomterów ode mnie. Składało się na to kilka personalnych zawirowań, a w tym ostatni brak chęci uczestniczenia w takich wydarzeniach (których – nie oszukujmy się – na ów piwnej mapie Polski jest multum), no i przy okazji (domniemany) brak wolnego.
Patrząc na tą postawę z perspektywy czasu, plułbym sobie teraz w twarz, że nie skorzystałem z takiej okazji...
Dobry Zbeer jednak zawsze zaskakiwał w kwestii atrakcji na tego typu przedsięwzięciach, więc tradycji stało się zadość i podobnie było przed ostatnim weekendem lipca. W ciągu kilku dni, ogłoszenia parafialne trafiły do ludu i bez większej namowy zaprowadziły zdecydowaną większość do Gliwic, w tym moją osobę. Same dobroci dwóch dni mógłbym wymieniać tutaj godzinami, jednakże prócz czynnika gastronomiczno-socjalnego, szykowało się kilka wyjątkowych degustacji.
Jako, że akurat byłem w sobotę, załapałem się na parę ciekawych piw, jednak wieczór należał do dwóch Amerykanów...