Od kiedy staram się nazywać festiwalowiczem i z większym lub mniejszym impetem odwiedzać w przeciągu roku przynajmniej kilka okołopiwnych wydarzeń w regionie, to zawsze zastanawiam się, kiedy nastąpi ten opus magnum, który pozwoli mi – z czystym sumieniem – powiedzieć, iż dany festiwal nie ma tutaj sobie równych. Poprzeczkę zawieszam obiektywnie, ale wysoko; patrzę na jakość wystawców, odpowiednie zaopatrzenie gastronomiczne, czy w końcu wydarzenia towarzyszące, których – szczególnie na tych mniejszych przedsięwzięciach – poziom drastycznie spada. Inna sprawa to znajome twarze, którzy są nieodłącznym dodatkiem do każdego wydarzenia.
